Tak sobie myślę, że przy pielęgnacji twarzy często zapominamy, że mniej czasem znaczy więcej i potem dziwimy się, że skóra wariuje. Z ciekawości weszłam ostatnio w temat marek, które stawiają raczej na równowagę niż na obiecywanie cudów po jednej aplikacji. Kiedyś się nad tym zastanawiałam i wyszło mi, że najlepiej sprawdzają się te produkty, które są robione z myślą o wrażliwej cerze, a nie tylko o marketingu, więc jak ktoś lubi samemu poczytać i wyciągnąć wnioski, to tutaj jest punkt wyjścia:
Agenity jak to wygląda u was?